poniedziałek, 2 marca 2015

Rozdział 1

Jenny McLaud nie była pewna czy powinna przyjąć zaproszenie Angel'a.
Owszem, gdy była młodsza i nie musiała troszczyć się o nikogo innego często wybierała się w podróż nie tylko z budzącym grozę przodkiem, ale jego całą demoniczną rodziną. Teraz jednak musiała troszczyć się o syna i nie miała już takiej ochoty na przygody, jednak wiedziała też, że nie prosiłby jej o pomoc, gdyby nie było to całkowicie konieczne. Dlatego też kilka dni po niespodziewanym telefonie ona i 10 letni Lindsey stali przed wspaniałym dworem tuż przy granicy Piekielnych Ust.
- Co?! - Spike był głodny i nie wyspany, a co za tym idzie wściekły. Nawet Angel chował się przed nim w takich chwilach. - A to wy - Westchnął i wpuścił ich do środka. Musiał wyjść zjeść i to szybko zanim zrobi coś czego będzie żałował.
- Wujek Will. - Linz nie bał się wampira nawet, gdy ten był w takim stanie i podał mu rękę jak przystało na mężczyznę jakim się czuł.
- Cześć mały. - Uśmiechnął się do niego demon i w tym momencie do wygodnego dużego salonu z wciąż palącym się kominkiem wszedł Xander. Gdy zobaczył nowych ludzi umknął przestraszony.
Mimo, że mieszkał z nimi od kilku dni i przekonał się, że nic mu nie grozi to wciąż starał się nie przeszkadzać i być bardzo niewidzialny, żeby tylko go nie wyrzucili. Dlatego, gdy zobaczył nowych ludzi po prostu pobiegł znowu do siebie. Był głodny, ale to mogło poczekać. Nie chciał przeszkadzać.
- To on? - Zapytała kobieta.
- Tak. - Spike usiadł na kanapie. - Jest z nami od trzech dni i...
- Nie jest dobrze. - Dokończył Angel wchodząc do środka z chłopcem na rękach - Xan to jest Jenny i Lindsey. Będą z nami mieszkać i nie musisz się ich bać. Co czujesz? - I on usiadł na wygodnej kanapie.
- Są dobrzy, ale nie... - zagryzł wargi i schował buzię w miękkim swetrze starszego wampira.
- I jestem czarownikiem. - Linz znudził się nic nie robieniem i podszedł do strasznego przodka, po czym wdrapał się mu na kolana siadając obok nowo poznanego chłopca. - Chcesz zobaczyć? - Zapytał nie zwracając już uwagi na dorosłych.
- A mogę? - Xander tym razem zwrócił się się do Will'a. Ten z uśmiechem pokiwał głową i po chwili dzieci zniknęły.
- Więc, który powie mi, co się dzieje? - Kobieta również usiadła i w końcu odłożyła torby, z którymi przyjechali.
- Znaleźliśmy go na ulicy trzy dni temu. Moc nas do niego zaprowadziła. - Angel westchnął - Był posiniaczony, miał złamane żebra, kulał. - Wampir nie mógł dłużej mówić. On który wybił całą wioskę dla zabawy. Ten, który niszczył wszystko na swojej drodze nie mógł znieść cierpienia dziecka, które poznał kilka dni temu. Spike wyglądał podobnie, ale on tylko zaciskał pięści. Wiedział, że gdyby zaczął kląć Xan mógłby się przestraszyć, uciec. A na to nie mogli pozwolić.
- Więc dobrze, że tu jestem. - Jenny uśmiechnęła się do nich. - Pomogę wam. To wspaniały młody człowiek, dobrze pokierowany może być jeszcze lepszy. Skąd u niego taka Moc? - Zadała pytanie, na które nikt nie znał odpowiedzi.
- Myślę, że tego dowiemy się z czasem. - Spike odwrócił się w stronę drzwi. Chłopcy wbiegli do salonu. Xander teraz jakby ośmielony, trochę żywszy. Więc towarzystwo było mu potrzebne. Lgnął do nowego przyjaciela, co wampiry przyjęły z ulgą, ale i z nutką zazdrości.
- Mamo możemy coś słodkiego? Wiem, że wujek Will ma schowaną czekoladę, zawsze miał. - Lindsey popatrzył na kobietę tymi swoimi błękitnymi oczami. Zawsze potrafił oczarować otoczenie, a teraz chciał zaimponować młodszemu koledze.
- Xan musi najpierw coś zjeść. - Angel wziął chłopca na kolana. Mimo, że bał się dotyku, widać było, że bardzo go potrzebuje dlatego obaj starali się zapewnić mu wszystko czego pragnął nawet podświadomie. - Może grzanki z serem?
- Ja to bym jednak wolał coś słodkiego. - Uśmiechnął się nieśmiało, ale szybko się zarumienił i spuścił wzrok.
- Oj Xan nie musisz się bać. - Spike był przy nich i głaskał chłopca po głowie. -Angel zrobi ci coś do jedzenia, a ja zrobię wam gorącą czekoladę z bitą śmietaną. - Nie mógł znieść tej miny. Tego, że ich mały książę był smutny.
- A później obaj do łóżek. - Dodała Jenny i wszyscy poszli do jasnej przestronnej kuchni. Mieli tu okna, które nie przepuszczały zabójczych dla demonów nocy, a jednocześnie dawał światło konieczne dla śmiertelników.

Chłopcy spali i dorośli mogli w spokoju zastanowić się, co dalej.
- Ma jakąś rodzinę? - Zapytała kobieta pijąc drinka.
- Już nie. -Spike popatrzył na nią wymownie - To i tak nie był nikt warty wspomnienia, ale śni o mamie, która chyba umarła.
- Może to aktywowało Moc? - Zastanawiał się głośno starszy wampir - ale miał to od urodzenia to pewne. - I on nie odmówił alkoholu, co było trochę dziwne, ale pozostali przyjęli to bez słowa. Może było mu to potrzebne?
- Obaj będziecie musieli go chronić, być dla niego wsparciem... - Zaczęła Jenny.
- Myślisz, że tego nie wiemy? - Zapytał młodszy wampir. - Najgorsze jest to, że....
- Kochamy go. Jest nasz, ale to jeszcze dziecko i nie wiem jak to rozegrać. - Dokończył Angel ukrywając twarz w dłoniach.
- Niczego nie zrobicie. - Teraz to kobieta była zła. - Gdy dorośnie wciąż będzie was potrzebował i to jest najważniejsze. - Stała teraz przed nimi. - A wasza miłość jeśli to odwzajemni dobrze. Jeśli nie...
- Wiemy. - Powiedzieli równocześnie z takimi samymi smutnymi minami.
- A teraz marsz na miasto i coś zjeść, bo zachowujecie się jak nie wy. Ja przypilnuję ich obu. - Powiedziała głosem nieznoszącym sprzeciwu. Spojrzeli na siebie i wyszli.

Jenny czytała książkę, gdy usłyszała krzyk dobiegający z pokoju małego Xander'a. Pobiegła w tamtą stronę i złapała chłopca zanim ten spadł z łóżka.
- Wszystko dobrze. - Szepnęła do niego i objęła głaszcząc go po mokrych od potu włosach. - Tu jesteś bezpieczny, już cicho. - Kołysała go lekko.
- Mama? - Zapytał nie otwierając oczu.
- Nie kochanie. - Uśmiechnęła się smutno. - Jenny, ale tu nic ci nie grozi.Chcesz mi powiedzieć, co ci się śniło?
- N..nie. - Wyjąkał - Mam koszmary od bardzo dawna, to nic. - Ale płakał i było mu źle mimo, że starał się być dzielny.
- Skarbie, nam możesz powiedzieć o wszystkim. - Wciąż głaskała go po włosach i starała się go uspokoić. - Angel i Spike zrobią dla ciebie wszystko, a ja cię adoptuję, bo wiesz....
- Oni nie mogą. To wampiry, ale się ich nie boję. - Patrzył na nią ślicznymi brązowymi oczami pełnymi zdziwienia i niepokoju.
- Skąd wiesz o wampirach i innych? - To nie było normalne dla dziecka w jego wieku.
- Zawsze potrafiłem to odgadnąć. Tak jak i wiem, że ty i Linz jesteście czarodziejami. - Już się nie trząsł. Rozmowa o czymś innym pomagała.- Wiem zawsze jak jestem w niebezpieczeństwie, albo jak ktoś ma zły humor i te koszmary, czasem one są prawdziwe. - Znów zaczął płakać.
- Spokojnie malutki. - Przytuliła go do do siebie i pocałowała w czoło. - Mogę zostać jeśli chcesz.
- Poproszę. - Powiedział cichutko i jeszcze bardziej przytulił się do kobiety. I przy niej czuł się bezpiecznie jak z rodziną. - A Linz? - Przypomniał sobie nagle o przyjacielu. -Nie będzie zły?
- Nie. - Zapewniła go i okryła kocem, znów zaczął marznąć.
- Będziesz moją mamą? - Zapytał jeszcze już zasypiając.
- I to z największą przyjemnością. - Jeszcze jedne szybki całus i za chwilę oboje już spali.

Spike i Angel wrócili do domu w dużo lepszych nastrojach. Zjedli kilku pijaczków, co sprawiło, że byli jak pijani i w końcu udało im się zaspokoić. Angel pociągnął młodszego kochanka w stronę ciemnej alejki i kochał go namiętnie i zwierzęco przez ponad dwie godziny, aż w końcu Spike stracił przytomność i musiał go nakarmić własną krwią.
Teraz byli jednak w domu i nastrój szybko uleciał. Coś było nie tak.
Pobiegli do sypialni chłopca
- Już wszystko dobrze. - Zapewniła ich kobieta szeptem. - Musicie kogoś sprowadzić, on jest silniejszy niż myślimy. - Nie wstała jednak z łóżka, bo wciąż tuliła do siebie śpiącego chłopca.
- Wszystko z nim dobrze? - Zapytał Spike siadając na podłodze obok łóżka, Angel stał obok i położył rękę na ramieniu młodszego wampira.
- Tak. Miał koszmar... wizję. - Powiedziała patrząc im w oczy. - Zaadoptuję go nawet. Tu ktoś może zacząć coś podejrzewać.
- To dobry pomysł. - Zgodził się Angel. - Dajmy im spać Will.
- Tak. - Zgodził się i obaj wyszli. Każdy zatopiony w swoich własnych myślach, które łączył chłopiec i jego..ich niepewna przyszłość.


Beta Damiann

6 komentarzy:

  1. Podoba mi się to opowiadanie, dopiero dzisiaj zobaczyłam, że zaczęłaś je publikować. I mam nadzieję, że dotrwasz do końca, ponieważ jestem ciekawa dalszego ciągu :)
    Czekam na kontynuację :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo mi się podoba to opowiadanie :)
    Jak zawsze potrafisz mnie oczarować swoimi opowiadaniami i zaciekawić.!
    Ja chce jeszcze! Chce wiedzieć co będzie dalej. Jakie niebezpieczeństwa ich czekają? Kiedy wyznają Xanderowi co do niego czują? Czy on to odwzajemni? Czy Xan otworzy się na innych i stanie się bardziej pewny siebie? Czy poradzą coś na jego wizje? Jak mu pomogą? Chce wiedzieć wszystko <3

    Twoja Maru;3

    OdpowiedzUsuń
  3. Witam,
    obydwa wampiry bardzo dbają o Xandera, chcą aby miał wszystko i był szczęśliwy, Twoje opowiadania są fantastyczne, nie ma się ich dość, pomogą poradzić mu z wizjami? Co będzie jak wyznają mu swoje uczucia....
    chciałabym droga autorko przy okazji zapytać czy jest jakiś możliwy kontakt z Tobą, chodzi o zmiany na blogerze, o uznanie niektórych blogów jako prywatne, nie uważam, że twój by podchodził pod to, ale jednak nie chciałabym tracić dostępu do Twoich opowiadać...
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba właśnie może podchodzić niestety. Nr gg 35127975 albo ola684@onet.pl

      Usuń
  4. Dobre. Dwa wampiry i małe dziecko? Stanowczo ta Jenny powinna ich z nim zostawić, niech sobie chłopaki radzą. Zobaczymy jak im wyjdzie to tatusiowanie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Hejeczka,
    wspaniale, dwa wampiry i dziecko tak Jeany powinna im zostawić Alexandra niech sobie radzą...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Zośka

    OdpowiedzUsuń