Jak na tą część Stanów Zjednoczonych noc była wyjątkowo zimna i nieprzyjemna.
Po ulicach Sunnydale błąkał się ktoś kto nie powinien wychodzić z domu, ktoś kto powinien być otoczony opieką. Ale mały Alexnder Harris otulił się tylko szczelnie krótką zniszczoną kurtką po jakimś kuzynie, którego nigdy nie widział i szedł w jakimś bliżej nieokreślonym kierunku.
Kulał na jedną nogę, bolały go żebra i miał zakrwawioną twarz. Dziś ojciec i jego koledzy i tak nie byli najgorsi. Może dlatego, że znaleźli wódkę i szybko się upili.
Chciało mu się płakać, ale miał już 7 lat i nie zamierzał zachowywać się jak dziecko.
Wszedł w jedną ciemną alejkę i schronił się pod niewielkim daszkiem, po czym zwinął się w kłębek, żeby chociaż trochę się ogrzać.
Ktoś jeszcze był tej nocy na ulicach. Dwóch młodych przystojnych mężczyzn. Szli ręka w rękę ubrani w najlepsze ubrania i rozweseleni. Jakby deszcz i zimno ich nie dotyczyło. I taka była prawda.
- Will, co myślisz o tym miejscu? - Zapytał ten wyższy ciemnowłosy i objął młodszego jasnowłosego
- Wiele hałasu o nic. - Prychnął zapytany - ale masz rację. Moc jest tu wyraźnie wyczuwalna. Jesteś pewny, że nie kręci się tu żaden Pogromca?
- Nie ona jest w Clevland. - Wyjął paczkę papierosów z kieszeni i nagle się zatrzymał tak gwałtownie, że ten drugi omal się nie przewrócił - Słyszysz?
- Czujesz? - Niemal w tym samym momencie odezwał się Will. Spojrzeli na siebie i pobiegli w stronę alejki, w której wcześniej schronił się mały uciekinier.
Alexander "Xander" zamknął oczy przestraszony. Od dwóch lat, gdy jego mama zmarła, a tata zaczął pić i wszystko w jego życiu się zmieniło dobrze wiedział, że na świecie są demony i wampiry. Zawsze jednak udało mu się ich uniknąć.
Teraz jednak znalazł się w potrzasku.
Było ich dwóch. Dużych, okropnych i bardzo groźnych. Chłopiec był przerażony, wiedział, że to krew ich przyciągnęła, ale nie miał nawet chusteczki. Wiedział, że za chwilę umrze i zaczął się z tym godzić. Gdy nagle oba potwory zamieniły się w proch na jego oczach, a on zobaczył dwóch młodych mężczyzn.Obaj uśmiechali się do niego.
- Jesteście aniołami? - Zapytał, ale nie poruszył się wciąż się bojąc.
- Nie mały. - Roześmiał się jasnowłosy. - Ja jestem William, a to Liam. - Wskazał na tego postawniejszego.
- Nie powinieneś być w domu, w łóżku? - Zapytał mężczyzna.
- Nie mam domu. - Wszyscy troje wiedzieli, że nie mówi całej prawdy, ale nie to było ważne. Obaj mężczyźni czuli Moc płynącą od chłopca. I obaj chcieli go chronić, opiekować się nim. Znaleźli to czego szukali.
- Chcesz coś zjeść? - Zapytał Will podchodząc do chłopca - Może się ogrzać?
- N... - zaczął, ale zdał sobie sprawę, że to może być jego jedyna szansa. Nie bał się ich, chociaż gdzieś w jego umyśle coś mówiło mu, że to nie są ludzie.
- Jak ci na imię chłopcze? - Liam wyrwał go z zamyślenia i zorientował się, że ma na sobie jego płaszcz. Było mu nagle tak ciepło, że ogarnęła go ciemność.
- No pięknie. - Jasnowłosy zapalił zapomnianego wcześniej papierosa - To on prawda?
- To dziecko i potrzebuje nas. - Ciemnowłosy wyglądał na zatroskanego - Chodź do mnie - Szepnął patrząc młodszemu w oczy i przyciągnął go do siebie, po czym pocałował namiętnie. Wciąż bał się, że mężczyzna zapomni jak jest dla niego ważny.
- Też się kocham Angel. - Uśmiechnął się do niego, gdy się od siebie oderwali. - Zabieramy go ze sobą?
- A jak chcesz się zajmować dzieckiem? - Zapytał, ale wiedział, że kochanek ma rację. Nie może zostać tu na ulicy, jest zbyt ważny dla świata.
- Zadzwonimy do rodziny. - Zdecydował i już podniósł z ziemi lekkie ciałko. - Teraz się tobą zajmiemy. Będziesz naszym małym księciem. - Angel tylko się uśmiechnął. Tak, Spike będzie wspaniałym opiekunem. Teraz nabrał pewności, że sobie poradzą, ale miał rację, będą potrzebowali pomocy.
- Tak, będzie kochany, bezpieczny i uwielbiany. - Zgodził się starszy wampir. - Gdy wrócimy do domu zadzwonię do Jenny. Ona ma chyba niewiele starszego syna.
- Pieprzone Piekielne Usta. - Zaklął Spike i musnął wargami policzek kochanka. - Chodźmy zanim się obudzi.
##################################################################################
Kochani mam nadzieję, że opowiadanie Wam się spodoba. Teraz mam więcej czasu i notki będą pojawiać się regularnie w poniedziałki i czwartki.
Beta Damiann.
Piękne tylko co się stało z poprzednimi historiami ,które napisałaś?
OdpowiedzUsuńPodoba mi sie. Ciekawy początek i mam nadzieję że ciąg dalszy mnie nie zawiedzie.��
OdpowiedzUsuńChesterfilg
Witam,
OdpowiedzUsuńwspaniałe się zapowiada to opowiadanie, Xan już wie, że są wampirami jego wybawiciele...
Dużo weny życzę Tobie...
Pozdrawiam serdecznie Basia
Nabierasz wprawy, zaczęło się lepiej niż którekolwiek wcześniejsze twoje opowiadanie. Trzymaj tak dalej.
OdpowiedzUsuńCzuję się zdradzona. Bianeczka zna opo od jakiegoś czasu, Damiann je betuje... A żadne z Was mi nie powiedziało o tej opowieści?! FOCH. DUŻY FOCH.
OdpowiedzUsuńA teraz poważniej... Mam mały kisiel w mózgu. To takie dziwne - pokochałam ten trójkąt (dobra, pokochałam tylko Angelusa, ale ciii), czułam olbrzymi niedosyt i monumentalną tęsknotę za tymi postaciami... a Ty znów o nich piszesz. To będzie dla mnie dziwne doświadczenie: czytać dwie różne historie o tych samych osobach, w dodatku autorstwa tej samej persony. SZOK.
Ale nie narzekam. Wręcz przeciwnie. Jestem zachwycona. Cieszę się tak, jakbym właśnie spotkała dawno nie widzianych przyjaciół, a może nawet kochanków (kurwa, Mózgu, co Tobie?!).
Nie przedłużając - chcę już czytać ciąg dalszy - życzę z całego serca weny, natchnienia, zdrowia, szczęścia, pomyślności i wszystkiego, co najlepsze!
Sarabeth M.
Hejeczka,
OdpowiedzUsuńzaczyna się niesamowicie, teraz to Xander będzie miał opiekę...
Dużo weny życzę...
Pozdrawiam serdecznie Zośka