poniedziałek, 23 marca 2015

Rozdział 6

Xander stał na cmentarzu z długim cienkim nożem w ręku i kołkiem schowanym za paskiem spodni.
Od kilku tygodni pomagał Buffy wypełniać jej Misję i podobało mu się to. Wcześniej on i Linz lubili od czasu do czasu się rozerwać i zlikwidować kilka złych demonów ale dla zabawy teraz gdy czytał już więcej o Strażnikach całkiem się w to wszystko wkręcił.
Niestety musiał robić to w tajemnicy bo nikt z  rodziny nie pochwalał tego że aż tak się angażuje. A już Spike i Angel pewnie robiliby wszystko żeby więcej nie walczył  nawet w obronie własnej.  Po tym co stało się w klubie stali się jeszcze bardziej nadopiekuńczy o ile to możliwe.
Na szczęście nawet we dwóch nie byli w stanie pilnować go całą dobę. Mama też byłaby nie zadowolona ale ona wciąż była w tej pierwszej fazie związku i niewiele zauważała.
-Co tu robisz skarbie?- Usłyszał za sobą miękki spokojny głos starszego wampira
-Pomagam Buffy- nawet się do niego nie odwrócił ale cała jego postura się zmieniła. Wcześniej stał cały napięty gotowy do akcji. Teraz jakby skurczył się w sobie i instynktownie szukał obrony demona którego kochał w takiej tajemnicy, że niemal udało mu się przekonać że nie ma tych uczuć, oczywiście gdy nie widział wampirów
-Często to robisz prawda?- Angel podszedł do niego i pomógł delikatnie wrócić do poprzedniej pozycji. Mężczyzna wiedział, że chłopiec jest nimi zauroczony i często sprawiało mu to radość ale gdy był sam w nocy na cmentarzu feromony i emocje mogą przyciągnąć coś co może mu zagrażać a tego bardzo nie chciał. Już nie mógł się doczekać gdy będzie ich ale teraz wciąż jeszcze do tego nie dorósł.
-Lubię to, no i przecież mam swoje obowiązki- uśmiechnął się do wampira ciesząc się chwilową bliskością
-Twoim obowiązkiem jest być szczęśliwym- na swoje szczęście nie dodał dzieckiem. Już nie był w stanie tak na niego patrzeć. Wszystko czego pragnął to wziąć go w ramiona i pocałować po czym zabrać do bezpiecznej sypialni i chronić przez całe życie.
-I jestem ale muszę się czuć.... potrzebny- spojrzał na Angela obaj zapomnieli gdzie są, że coś może im zagrozić
-I jesteś- szepnął demon po czym pochylił się i zaglądając w oczy chłopcu pocałował go delikatnie w usta. Tylko przez kilka sekund ale to wystarczyło, żeby Xander jęknął cicho z przyjemności- Wracaj do domu Will chce z tobą porozmawiać- Angel przełamał zaklęcie ale zrobił to specjalnie, wczuwał że coś się zbliża.
Posłuchał go i niemal pobiegł w stronę domu.

Spike uśmiechnął się czule gdy do jego wrażliwego nosa dobiegł zapach ukochanego chłopca. Ale po chwili zorientował się że coś musiało się stać, niemal niewyczuwalna woń kochanka na niewinnym ciele.
Wściekł się na Angel'a ale trwało to tylko chwilę bo przecież teraz jego kolej
-Ciekawa noc Zwierzaczku?- Zapytał zeskakując z murka na którym do tej pory siedział odpalając papieros od papierosa i rozkoszując się ciszą
-Ttak ale Will to on mnie...- zaczął bo uznał że młodszy wampir będzie zły. Wiedział przecież jak potrafią być zaborczy
-I cieszę się że to Angel skradł ci pierwszy pocałunek- przerwał mu łagodnie- ale teraz miłości moja kolej- posłał mu ciepły uśmiech i ich usta zetknęły się na kilka sekund.
Wampir jednak chciał więcej. Jego demon ledwo trzymał się na wodzy i niemal w oka mgnieniu przysunął chłopca brutalnie do siebie, jego niecierpliwe ręce chciały wkraść się pod ubranie.
Nagle został brutalnie odepchnięty. Angel ukazując kły, cały pokryty jakąś niebieską mazią skoczył na niego.
Xander miał kilka sekund na otrząśnięcie się z szoku. Zanim jednak wślizgnął się do domu zobaczył jak ubrania obu mężczyzn zamieniają się w strzępy.

-Goni cię ktoś?- Zapytał Linz gdy zobaczył brata siadającego na podłodze i oddychającego głęboko
-Nie ale... pocałowali mnie- wyznał biorąc od starszego chłopca szklankę wody którą wcześniej niósł do swojego pokoju
-Obaj?- To przykuło jego uwagę i usiadł obok Xander'a
-A teraz oni tam ze sobą- jęknął- wpakowałem się między dwa potężne wampiry i nie wiem jak się z tego wyplątać. Oni są razem, żaden przecież mnie nie wybierze
-Nie ale ty przecież chcesz ich obu. Chodź ze mną dziś na imprezę właściwie jest dla starszych ale mogę cię wprowadzić. Przestaniesz o tym wszystkim myśleć, dasz im czas. A jutro karzesz im ze sobą usiąść i porozmawiasz. Wyjaśnisz wszystko ze świeżym umysłem. Będę tam z tobą przecież nie pozwolę żeby się tobą bawili.
-Dzięki- Xander uśmiechnął się z wdzięcznością- To ja się przebiorę
-Tak zrób- obaj wstali i Lindsey czekał aż młodszy brat zniknie za zakrętem po czym wyszedł przed dom.

Angel i tym razem był brutalny dla kochanka ale musiał mu pokazać że Xander jeszcze dla nich nie dorósł, że nie mogą się spieszyć. A Spike cieszył się każdą sekundą tej demonicznej miłości, do czasu aż zostali magicznie rozdzieleni.
-Co do?!!!- Krzyknął szukając sprawcy i znalazł go w osobie własnego potomka
-Czy wyście obaj poszaleli?- Linz był wściekły nie krępował się nawet, że widzi ich nagich. Nie to było teraz ważne- On was kocha idioci!
-Tak?- Angel miał na tyle przyzwoitości że znalazł bokserki które szybko nałożył- Sądziłem że to tylko...
-Dlatego się nim bawicie?- Chłopak był gotów zabić może nie koniecznie ich ale coś na pewno
-My się nim nie bawimy- Spike był dziwnie spokojny- On jest nasz był od dnia w którym się urodził....
-Ale czekaliśmy aż dojrzeje- dodał Angel
-I teraz go ranicie? On myśli że się nudzicie i....- przerwał- idziemy na imprezę a wy do jutra lepiej to sobie przemyślcie a i Rupert dzwonił że pod koniec tygodnia przyjedzie ktoś żeby zbadać prawdziwe możliwości Xander'a- po tych słowach wszedł do domu na jedną noc magicznie odmawiając im wstępu. Musiał pomyśleć i ochłonąć zamierzał się spić i przespać z jakimś chętnym studentem. To załatwiało wszystko.

Xander bawił się zaskakująco dobrze wśród nieznajomych ale teraz był już w domu i trochę się tego bał. Wciąż nie wiedział co stało się kilka  godzin wcześniej i czemu to zrobili. Nie miał też pojęcia co powinien im powiedzieć
-Xander?- Zawołał go Angel z salonu
-Tak?- Stanął w drzwiach. Obaj siedzieli na kanapie ubrani ale widać było że zdążyli wejść do środka gdy świt już się rozpoczął. Spike pił krew z dużego kubka tak łapczywie że gdyby był człowiekiem zakrztusiłby się
-Usiądź musimy porozmawiać- zaprosił starszy wampir. Chłopak westchnął zrezygnowany i usiadł na fotelu na przeciw demonów
-Słucham- szepnął spuszczając wzrok na dywan

poniedziałek, 16 marca 2015

Rozdział 5

Xander słyszał nad sobą przyciszone głosy i zanim do końca się ocknął wiedział że jest już bezpieczny w domu.
Uśmiechnął się lekko i otworzył oczy
-Xan- Angel i Spike poderwali się z dużego fotela na którym obaj siedzieli pilnując ukochanego- Wszystko dobrze? Co się stało?- pytali jednocześnie
Chłopak roześmiał się i usiadł powoli
-Lubię jak mówicie jednocześnie- starał się załagodzić sytuacje ale poważne miny wampirów przywróciły go do porządku- Wszystko dobrze. Przestraszyłem się wtedy i moje moce się ujawniły chociaż nie wiedziałem że mogę płonąć żywym... Will ty się poparzyłeś- przypomniał sobie chłopak i pociągnął młodszego wampira bliżej oglądając dokładnie jego ręce,twarz i zaglądając za koszulę. Spike pozwolił mu na to przez kilka chwil po czym złapał te ciepłe miękkie dłonie i ucałował je delikatnie
-O mnie się nie martw miłości. Ja już się wyleczyłem- uśmiechnął się czule- ale ty. Xan co się tam stało. Czym on cię tak przestraszył?- Wampir wiedział, że czuł na chłopcu idiotę ale to mogło być przecież wszystko no i nie chciał się denerwować nie teraz.
Angel  tym czasem usiadł po drugiej stronie łóżka i głaskał ukochanego po plecach. Tak bardzo chciał już móc go całować i pieścić. Kazać zostać w domu by nic mu się nie stało i też bo miał takie prawo. Wiedział, że musi postępować ostrożnie.
-On mnie chciał pocałować. Uwięził mnie przy ścianie i jakby wszystko zaszło mgłą. Później właściwie obudziłem się tu- widział jak piękne twarze mężczyzn zmieniają się. Ich oczy stają się żółte, groźne, straszne. Zaczynają pokazywać kły a z ich gardeł jednocześnie wydobył się warkot
-Dotknął cię?- Wysyczał Angel przysuwając chłopca do siebie. Zaczął go wąchać ale po chwili się uspokoił. Przecież nic mu się nie stało i tak wspaniale sobie poradził był dumny ale te moce  powinny się ujawnić dużo później
-Chyba powinniście dać mu  odetchnąć- w drzwiach stanęła Jenny z tacą ulubionych potraw Xander'a. Uśmiechała się też do młodszego syna. Była szczęśliwa bo Rupert po pierwszym szoku wciąż chciał się z nią spotykać- Wszystko dobrze?
-Tak teraz już tak mamo- i on odwzajemnił uśmiech. Wiedział, że to nie tylko przez że nic mu się nie stało jest szczęśliwa ale nic nie powiedział- O jest pizza i czekolada i oreo i chipsy i cola i kawa- patrzył na tacę świecącymi się oczyma. Teraz zdał sobie sprawę jak bardzo był głodny.
-Zjedz i prześpij się jeszcze- zdecydował Angel i pocałował go w policzek. Spike zrobił to samo po czym zostawili go z kobietą
-Są coraz dziwniejsi- pokręcił głową i zaczął jeść
-Po prostu się o ciebie martwią- i ona usiadła- ja też. Rupert dał mi kilka książek o Strażnikach. Mam 15 lat nie powinieneś mieć tyle mocy. Jeszcze nie teraz- pogłaskała go po głowie- Chyba jesteś najsilniejszy a przynajmniej jednym z nich to właściwie nic dziwnego żaden nie urodził się na aktywnych Piekielnych Ustach
-To chyba dobrze, że potrafię się obronić?- Zapytał z pełną buzią
-Mam nadzieję. Linz się martwi. Wychodzi dziurę w dywanie a wujkowie nie pozwolili tu nikomu wejść- specjalnie powiedziała o wampirach wujkowie. Nie bardzo podobało jej się że chłopiec się im podoba zwłaszcza, że i on zaczyna odwzajemniać te uczucia. A ona dobrze wiedziała jak bardzo to może być niebezpieczne
-I ja chcę z nim porozmawiać- na te słowa brat wszedł do sypialni.
-Zostawię was- kobieta wstała i posłała jeszcze jeden uśmiech synom. To że Xander nie był jej biologicznym dzieckiem nie miało żadnego znaczenia za obu oddałby życie.

Bracia przez jakiś czas oglądali film i jedli śmiecie które przyniosła im mama aż w końcu Lindsey wyłączył telewizor i spojrzał na młodszego chłopca.
-Wiem że nie chcesz znowu rozmawiać o tym co się stało w klubie- odezwał się Linz- ale widziałeś ich reakcje?
-To nic nie znaczy o ciebie też się troszczą- zbył go zażenowany- najgorsze jest to że mogłem mieć swój pierwszy pocałunek a ja użyłem magii żeby wszystkich tu wystraszyć. Nie chcę być w nich zakochany- jęknął jak mały chłopiec
-Myślę że mogę coś znaleźć w książkach- zamyślił się Linz- ale takie zaklęcia są niebezpieczne, nawet bardzo. Xan zastanów się, nie lepiej po prostu poszukać sobie jakiegoś innego obiektu westchnień
-Szkoda że to nie możesz być ty- na te słowa obaj się roześmiali- ale jeśli nic nie przyjdzie mi do głowy poszukasz?
-Oczywiście- przytulił brata- Ta cała Buffy jest całkiem fajna- zmienił temat- Być może będziemy kiedyś  rodziną
-Chciałbyś?- Zapytał patrząc na niego uważnie
-Tak. Mój ojciec..-Linz zagryzł wargi- Złamał mamie serce chociaż ona nigdy się do tego nie przyzna. Dla mnie też idealny nie był. Widziałem go 3 lata  temu przez 2 tygodnie i wiem jest zajęty i robi dużo dobrego ale wszyscy zasługujemy na coś lepszego. Jeśli Rupert i jego dzieci  są w stanie nam to dać to będę to wspierać
-I ja też- Xander uśmiechnął się- Co robi twój ojciec nigdy mi tego nie powiedziałeś
-Sam do końca nie wiem. Zajmuje się zabijaniem demonów ale tak dokładnie jakoś mnie to nie interesowało. Mam lepszą rodzinę- upił  łyk kokosowej kawy- Byłem z nią na patrolu. Nieźle wyszkolona ale trochę za bardzo się bawi z wampirami, igra z  ogniem
-Nie każdy jest perfekcjonistom tak jak ty- Xander zawsze zazdrościł bratu szkolenia, wspaniałego stylu walki, szybkości z jaką sobie radził. On też dawał sobie radę ale nie aż tak.
-Bo się nie przykładasz i to wina tych naszych dwóch domowych wampirków- wyciągnął z kieszeni papierosy i podał młodszemu bratu
-Dzięki jakoś nie mam ochoty- położył się na wygodnej poduszce- A ten kelner?
-Nie interesuje mnie. Ja wolę kogoś bardziej niebezpiecznego, kogoś mroczniejszego- uśmiechnął się tajemniczo
-Masz kogoś na oku?- Zapytał zdziwiony Xander
-Może może- wstał- ale teraz do spania bo jutro szkoła
-Tak tato- Xan ziewnął i zamknął oczy. Linz po chwili wyszedł z sypialni śmiejąc się głośno.

Spike leżał na łóżku całkiem nagi i przyglądał się kochankowi który wyszedł właśnie z łazienki w samym ręczniku. Po jego umięśnionym wspaniale wyrzeźbionym torsie spływała ciepła wręcz gorąca woda. Młodszy wampir oblizał wargi
-Robisz to specjalnie?- Nawet się nie poruszył ale wzrok miał coraz bardziej głodny
-Pomyślałem że przyda ci się trochę rozrywki- wolno podszedł do łóżka i ściągnął ręcznik- Gotowy kochany?
-Na ciebie zawsze- uniósł nogi i rozsunął je szeroko- ale....
-Ci...- Angel pochylił się i zaczął go całować delikatnie i namiętnie- Wszystko jest w porządku, nic się nie dzieje- wysunął kły a jedna z jego rąk powędrowała do wpół twardego członka młodszego wampira- Chyba mi nie odmówisz?- Warknął cicho lekko nakłuwając lodowatą gładką skórę
-Nigdy- i on przyłączył się do zabawy wyciągając  rękę w kochanka. Angel jednak miał inny plan. Musiał poczuć że ma nad czymś kontrolę jednym szarpnięciem zabrał ręce Will'a z swojego ciała i unieruchomił mu je nad głową. Ten tylko się uśmiechnął i zrelaksował.
Obaj bardzo tego potrzebowali.


##################################################################################
Kochani w tym tygodniu notka będzie tylko jedna. Mam nadzieje że Wam się podobało:)
Zapraszam na nowe opowiadanie http://zkyaoi.blogspot.com/
Teraz notka na każdym z nich raz w tygodniu:)

piątek, 13 marca 2015

Rozdział 4

Rupert Giles Obserwator wdowiec z dwiema córkami z których jedna ta starsza była Pogromczynią nigdy by nie przypuszczał że na Piekielnych Ustach spotka swoją drugą szansę, ale teraz okazało się że jego znajomość z piękną czarownicą może się okazać bardzo niebezpieczna dla jego własnej rodziny.
Poznał właśnie resztę rodziny kobiety.
Na przeciw niego przy stole szkolnej biblioteki siedział najniebezpieczniejszy wampir w historii Angelus. Rupert nie chciał okazywać zdenerwowania ale gdy nalewał herbaty do kubków ręce się mu trzęsły.
-Nie musisz się go obawiać- Jenny stanęła obok niego i pomogła mu z tacą
-Mogłaś mi powiedzieć- syknął do niej- dwóch synów to nic w porównaniu z dwoma wampirami
-I ja i William obiecujemy że ani tobie ani twoim córkom gwarantujemy bezpieczeństwo- demon przyjął kubek i uśmiechnął się lekko- Jenny wyjaśniła ci że adoptowała młodszego syna. To my go znaleźliśmy. On jest Strażnikiem jeśli się nie mylę. Moce chcą żebyśmy się nim opiekowali i to robimy od lat ale jego moce wciąż się ujawniają, wizje które ma....
-Czego chcecie ode mnie?- Przerwał Obserwator
-Cierpi a tego nie chcemy- powiedział Angel- Znajdź wszystkie książki na temat Strażnika, poszukaj zaklęć żeby nie budził się z krzykiem
-Moja córka....- mężczyzna wiedział, że będzie musiał zawrzeć umowę
-Nawet będziemy jej pomagać- zapewnił- słowo honoru a jeśli ty i Jenny będziecie ze sobą dość długo i na poważnie wejdziecie do rodziny
-Rozumiem znajdę wszystko co Rada ma na ten temat- obiecał Rupert

Tym czasem  Lindsey i Xander siedzieli w lokalnym barze Bronze jak na początku każdego roku tętnił życiem
-Nie mogę uwierzyć że to mój ostatni rok- westchnął starszy z chłopców pijąc piwo. Był nieletni ale dzięki magii zdobywał zawsze to czego chciał. Nigdy jednak nie pozwolił zrobić nic takiego młodszemu bratu, był niemal tak samo nadopiekuńczy jak dwa wampiry zakochane w chłopcu- Reszta przyjdzie?
-Tak za pół godziny- uśmiechnął się Xnder- Willow ma też dziś przyprowadzić Buffy to córka chłopaka mamy
-Pogromca- dodał Linz- Aż dziwne że...- zaczął ale w tłumie zobaczył jasnowłosego wampira
-Tu jesteście- usiadł obok Xan'a i położył mu rękę na ramieniu przysuwając się do niego i wdychając jego słodki zapach- Linz to chyba nie piwo?
-Jedno tak dla rozluźnienia chyba nie naskarżysz- posłał wampirowi promienny uśmiech. Młodszy chłopak nie uczestniczył w tej wymianie zdań. Kontem oka zauważył że obserwuje go jakiś mięśniak ubrany w szkolną kurtkę. Posłał mu nawet  delikatny uśmiech i gestem głowy zaprosił do siebie. Wciąż jeszcze nieśmiały i niepewny chłopak ucieszył się z tej uwagi ale tylko przez chwilę bo poczuł rękę zaciskającą się mocniej i usłyszał cichy warkot.
Odwrócił głowę w stronę wampira. Jego niebieskie oczy teraz zrobiły się całkiem żółte, niebezpieczne, straszne
-Znasz go?- Zapytał demon wściekły w powodu jakiego chłopiec nie potrafił zrozumieć
-Nnie- Xander zagryzł wargi- pewnie  kończy już szkołę
-Tak- wtrącił Linz- i lepiej się do niego nie zbliżaj przeleci  wszystko co się rusza. Mnie też kiedyś chciał ale ja przecież jestem samcem alfa- i już machał do znajomych.
Wyczuł Pogromcę z daleka ale nie czuł zagrożenia i wiedział że pozostali przy stole również. Spike był bardziej zajęty mięśniakiem niż dziewczynami które usiadły obok.
Xander starał się uspokoić wampira głaszcząc go po plecach. Czasem zastanawiał się czemu i Will i Liam są aż tak zaborczy i zazdrośni. A on któremu przecież powinno być źle z tym że uprawiają sex cieszył się tylko że jest im dobrze razem i nigdy nie okazywał wrogości dla ich czasu.

Buffy Giles ucieszyła się z tego że nawet dwa wampiry chcą jej pomagać. Tata wyjaśnił całą sytuacje a ona chociaż była w tym samym wieku co Xander szybko przejęła rolę starszej siostry. No i przecież ich rodzice się spotykają.
Starszy z braci bardzo się jej podobał ale gdy wyszedł na parkiet z jednym z kelnerów zdała sobie sprawę że nie jest dla niej.
Teraz siedziała przy stoliku razem z jasnowłosym wampirem
-Zabiłem wcześniej dwie- odezwał się Spike
-Wiem czytałam a teraz będziemy rodziną- uśmiechnęła się do niego. Wiedziała że i u niego nie ma szans bo od wieków związany był z swoim Twórcą ale też zdziwiła się gdy zobaczyła jak patrzy na młodego Strażnika.

Xander tym czasem wpadł w tarapaty.
Wychodził właśnie z kabiny gdy drogę zagrodził mu mięśniak.
-Nie znamy się prawda?- Zapytał starszy chłopak
-Nie- śmierdziało od niego alkoholem- Czekają na mnie
-Jack. A ty powinieneś być dla mnie miły. Jestem królem szkoły- pchnął go na ścianę i przysunął się do niego całym ciałem- Daj buzi malutki- i pochylił się nad nim.
Chłopak był najlepszy w eliksirach ale w takich chwilach wszystkie jego moce Strażnika wychodziły z niego z ogromną siłą.
W oka mgnieniu tamten przeleciał przez łazienkę a cały budynek się zatrząsł. On sam lewitował w ognistej poświacie i nie był w stanie się uspokoić.
Spike wbiegł do pomieszczenia i nie zważając na to że się zrani skoczył na ukochanego by ściągnąć go na ziemię
-Już w porządku kochany- szeptał mu do ucha z ulgą stwierdzając że płomienie znikają. Zaczął całować gorącą skórę na jego szyi- Nic ci nie grozi
-Will- szepnął oszołomiony Xander- Bałem się
-Bo cię dotknął skarbie- w innych okolicznościach zabiłby nieprzytomnego mięśniaka- Możesz wstać?
-Tak- wysunął się spod wampira- ale chcę już do domu. Nawet nie wiedziałem że tak mogę- uśmiechnął się blado
-Widać jesteś silniejszy niż myślimy- wciąż go obejmował. Zapach tamtego wciąż pokrywał ciało chłopca i to bardzo mu się nie podobało. Gdy tylko wrócą zrobi mu długa gorącą kąpiel nawet jeśli nie będzie mógł być z chłopcem.
-Co się...?- Linz, Buffy i Willow przybiegli do nich gdy tylko wyszli na zewnątrz
-Już nic- zapewnił ich Spike- Linz ty kierujesz- rzucił krewniakowi kluczyki do swojego ukochanego samochodu którego normalnie nikt nie mógł dotykać, nawet Angel miał swój bo młodszy wampir zawsze narzekał że gdy kochanek go pożycza dziwnie pachnie- Miłe panie- skłonił się w stronę dziewczyn i mimo wszystko wziął Xander'a w ramiona. Chłopak wyczerpany i tak spał na stojąco.
Angel będzie wściekły i chyba nawet on nie będzie go w stanie uspokoić ale chętnie spróbuje bo gdy myśleli o chłopcu sex był jeszcze lepszy.
Tak jak ostatnio gdy najpierw fantazjowali godzinami. Mógł sobie pozwolić na takie myśli bo Xander spał bezpiecznie w jego objęciach a on głaskał go po miękkich włosach co chwilę całując słodką skórę.

poniedziałek, 9 marca 2015

Rozdział 3

Alexander LaVell Harris McDonald stał przed lustrem w swojej obszernej sypialni i nerwowo przygryzał wargi.
Po 8 latach mieszkania w szczęśliwej rodzinie zmienił się bardzo. Wciąż był niski i szczupły ale był pewny siebie, znalazł nawet przyjaciół. Jego moce wciąż były niestabilne ale zdołał się do tego przyzwyczaić. Starszy brat uczył go magii okazało się że miał naturalny talent do sporządzania eliksirów. Uczył się też języków i nie tylko ludzkich potrafił mówić też w 6 językach demonów pisać w 4. Spike i Angel których powinien traktować jak wujków zadbali o to żeby potrafił się bronić.
W zasadzie powinien być zadowolony z życia ale jutro szedł do liceum a to ważny etap w życiu człowieka, trochę się tego bał.
No i miał jeszcze jedno zmartwienie. Dwa wampiry i to jak na nich patrzył. Wiedział, że są kochankami i oczywiście mu to nie przeszkadzało, przecież Lindsey był też gejem. Tylko on się bał że zauroczył się demonami a to mogło się źle skończyć.
-Znowu za dużo myślisz- brat miał już 18 lat wysoki przystojny z jasnymi włosami i niebieskimi oczami wspaniale umięśniony. Podobał się wszystkim którzy go poznali ale on nikogo nie szukał- Wszystko będzie dobrze. Nie będziesz tam przecież sam masz Willow, Jess'iego no i mnie. A wiesz, że zniszczę każdego kto zrobi ci krzywdę- objął młodszego chłopca
-To nie o to chodzi- westchnął  i usiadł na łóżku- Mi też podobają się mężczyźni a właściwie...
-Angel i Spike- domyślił się szybko- Ja też przez to przechodziłem i mama też.To minie- uśmiechnął się- Idziemy na cmentarz?
-Chętnie coś ze sobą zrobię- Xander się rozweselił. Nie może przecież się zamartwiać- Gdzie mama?
-Podobno poznała kogoś. Jakiegoś bibliotekarza czy kogoś- Linz wzruszył ramionami. Chciał żeby i ona była szczęśliwa ale nie przejmował się tym za bardzo. Wiedział ,że nie musi
-Wychodzicie?- Z salonu wyszedł starszy wampir ubrany tylko w spodnie od dresu. Na jego bladym ciele grały płomienie ze świec zapalonej nie opodal. Młodszy chłopak przełknął  ślinkę i zamknął oczy. Nie będzie mu łatwo pozbyć się tego zauroczenia
-Tak Xander zaczyna rdzewieć- roześmiał się Lindsey na widok miny brata. On przeżył to mniej gwałtownie- Więc idziemy na cmentarz może znajdziemy jakieś gniazdo czy coś
-Ubiorę się i pójdę z wami- zdecydował wampir- Zadzwonię do Will'a
-To nie jest koniecznie- Xander nie chciał by byli zbyt blisko nie gdy mogli wyczuć jego nastoletnie hormony- Przecież obaj wiemy jak walczyć
-Tak ale...-Angel nie chciał wypuszczać chłopca z domu. Teraz był wspaniały i jedyne czego pragnął to wziąć go w ramiona i nie wypuszczać na ten okropny świat. Spike myślał tak samo. W tym się zgadzali chłopiec musi być ich i to jak najszybciej.
-Przestań się zachowywać jak stara ciotka Liam- Linz postanowił wybawić brata z kłopotu- Idę go trochę rozruszać. Za dwie godziny wracamy bo mały Xan jutro idzie do liceum- szarpnął za koszulę młodszego z chłopców i po chwili zniknęli z oczu wampira.

Angel wiedział, że Xander  przeżywa teraz swoje pierwsze zauroczenie i zdawał sobie sprawę że mimo obaw że zwróci się ono na jednego z nich albo na przyrodniego brata na szczęście się udało i był zauroczony w nich obu
-Lubię jak jesteś napalony gdy wracam- Spike podszedł do kochanka. Był cały we krwi i pachniał wspaniale- Wspaniały prawda?
-Bez gadanie- warknął Angel- Albo rozbierzesz się sam albo zedrę to z ciebie- Młodszy wampir był nagi w oka mgnieniu ale wciąż stał w pewnej odległości od ukochanego-To wspaniały chłopiec, piękny i będzie nasz
-Mówiłem bez gadania- ciemnowłosy pchnął jasnowłosego na ścianę i zaczął go łapczywie całować dotykał boleśnie po całym ciele robiąc siniaki i zadrapania ale Spike to właśnie lubił mocno, brutalnie, szybko.

Chłopcy szli przez pusty cmentarz i jedli chipsy popijając je colą.
-Nie widziałem żebyś i ty tak miał- westchnął Xander
-Bo mnie aż to nie trafiło- przyznał Linz- Słuchaj a może...powiedz im to. Pewnie i tak czują że szalejesz gdy są obok
-A myślisz, że czemu siedzę u siebie tyle czasu- spojrzał na brata unosząc brwi- Powiedzieć? Obaj uważają mnie za dzieciaka którego kiedyś uratowali. W najlepszym razie jak na bratanka czy jak tam jesteście spokrewnieni
-Nie doceniasz się młody- pokręcił głową Linz-Wiesz ilu wodzi za tobą wzrokiem? Dziewczyny też a ty udajesz że nic nie widzisz
-Bo tak jest- usiadł na nagrobku- Słyszałeś że ma tu się pojawić Pogromca?
-Tak ale to chyba nic złego- i starszy chłopak usiadł on jednak wybrał trawę- Pamiętam jak kiedyś jedną spotkałem dawno miałem może 6 czy 7 lat. Była całkiem fajna a może tylko mnie lubiła- wzruszył ramionami i wyciągnął z kieszeni papierosy. Spike miał na nich zły wpływ
-Współczuję im- i Xander zapalił- Ja sam mam czasem dość tych swoich mocy ale one muszą coś z nimi robić
-Ignorujesz wizje?- Linz aż się poderwał. Wciąż jeszcze nie wiedzieli czy młodszy brat jest Strażnikiem ale traktowali to wszystko bardzo poważnie
-Nie-roześmiał się chłopiec tym swoim perlistym zaraźliwym śmiechem- ale mam kilka innych nowych mocy
-Podzielisz się?-Zapytał spokojnie ale zaczął się martwić i to coraz bardziej
-Później teraz zbliżają się do nas 4 wampiry a za nimi idą dwa demony z lewej i z prawej- Xander zeskoczył z nagrobka i wyjął nóż. Linz chwycił kołek.
Xander rzadko ostatnio walczył z wampirami, mówił że ma z tym jakiś problem. Starszy chłopak problemów nie miał.

Spike leżał wykończony na podłodze i głęboko wdychał powietrze. Wciąż czasem zachowywał się jak człowiek zwłaszcza w takich sytuacjach.
-Jak możesz być wciąż taki niewinny?- Zapytał Angel podnosząc ukochanego i otulając go kocem
-Może coś źle robisz- uśmiechnął się figlarnie młodszy wampir- Co się tak nastroiło?
-Xander oczywiście- położył go na wygodnym łóżku i przegryzł nadgarstek. Spike przyjął krew z wdzięcznością- Rośnie ma wspaniałego chłopca. Czasem chciałbym zamknąć go w sypialni i nie wypuszczać. Boję się o niego i pragnę coraz bardziej
-Ja też- przyznał młodszy wampir wciąż pijąc życiodajny płyn
-Nie mów gdy jesz- skarcił go mimochodem Angel- Przyjechał Obserwator z rodziną. Jego córka jest Pogromcą. Jeśli ktoś może nam powiedzieć coś o Strażniku to tylko on
-Nie podoba mi się to- w końcu skończył jeść i wytarł usta o poduszkę pod karcącym okiem kochanka. Jednak nie powiedział nic- Nie lepiej ukraść mu książki?
-Nie. Oni będą nam potrzebni i wiesz o tym- głaskał go po miękkich włosach. Teraz naturalnie ciemno blond i dłuższe niż kiedyś
-Wciąż mi się to nie podoba- zamknął oczy- kupiłem Xan'owi prezent jest w kuchni. Daj mu jak wróci
-Z przyjemnością- i on w końcu się położył przytulając Will'a do siebie.Wymęczył go ale i on musiał się przespać.
Na chwilę znów o wszystkim zapomnieć.

czwartek, 5 marca 2015

Rozdział 2

Kilka miesięcy  później życie nietypowej rodziny zdawało się układać całkiem dobrze.
Jenny miła teraz nie jednego a dwóch synów i obu kochała tak samo. Wampiry złagodniały na tyle żeby od czasu do czasu zostać z młodszym chłopcem sami i żeby takie godziny nie kończyły się płaczem i koszmarami.
Xander rozkwitał i był coraz śmielszy coraz weselszy. Jednak wciąż najlepiej czuł się przy starszym bracie. Lindsey opiekował się nowym przyjacielem najlepiej jak umiał i pokazywał mu coraz więcej czarów w których jak na 10 letniego chłopca był całkiem dobry.

-Xan- Angel wszedł do sypialni chłopca pewnego deszczowego wieczoru. Spike wyszedł zapolować, Jenny szykowała się do pierwszego dnia w nowej pracy a Linz był gdzieś z  kolegami których zyskiwał zaskakująco szybko
-Tak?- Podniósł oczy znad książki. Okazało się że lubił czytać i rysować.
-Te twoje wizje- wampir wszedł do  pokoju i usiadł na dużym wygodnym krześle. W końcu trzeba było poruszyć ten temat- Czy one zawsze się sprawdzają?
-N..nie- popatrzył na wampira. Był duży i emanował dziwnym spokojem prawdziwy Przywódca Klanu o których chłopiec potajemnie czytał gdy nikogo nie było w domu-Czasem to wszystko dzieje się w dawnych czasach albo widzę siebie jako starszego chłopca- zagryzł wargi- ale zawsze bardzo się boję i wiem że to prawda. No i wiem gdy ktoś nie jest człowiekiem. Czasem jakby słyszę ich myśli.....
-A tej nocy której cię znaleźliśmy?- Przerwał mu Angel w oka mgnieniu znajdując się obok chłopca. Bardzo chciał go dotknąć ale nie wiedział czy powinien. Nie tylko ze względu na własną niszczącą miłość ale ze względu na to zranione dziecko
-Ja... -spojrzał na wampira pięknymi pełnymi łez oczami- Chciałem żeby tata znowu mnie lubił. Tak jak wtedy kiedy żyła mama ale on chciał się mnie pozbyć
-Ale teraz już jesteś z nami i nic cię nie zrani- tym razem go objął i zaskoczony zdał sobie sprawę że Xander do niego lgnie. To przyniosło mu ukojenie- Jesteś wyjątkowym chłopcem- szepnął głaszcząc go po plecach
-Czemu ja taki jestem?- Zapytał po kilku minutach ciszy
-Tego nie wiemy ale wszyscy czujemy że masz w sobie ogromną Moc- Angel posadził go sobie na kolanach tak że mogli patrzeć sobie w oczy- Była kiedyś taka przepowiednia że na Piekielnych Ustach. Jenny ci opowiadała?- Zapytał i gdy Xander pokiwał potwierdzająco głową- pojawi się Strażnik specjalny człowiek którego trzeba chronić i otoczyć opieką
-Ale ty i Spike jesteście wampirami i chyba powinniście chcieć mnie zabić... znaczy ludzi- poprawił się szybko
-Normalnie tak-przyznał demon trochę zażenowany. Wiedział że chłopiec jest na tyle mądry że zdawał sobie sprawę, że wciąż polują- ale nie musimy zabijać żeby jeść. A co się tyczy ciebie to naszym przeznaczeniem jest pomagać Strażnikowi to można powiedzieć pokuta....
-Więc wcale mnie tu nie chcecie?- Zapytał cicho patrząc w podłogę. Angel czuł jego smutek i jego martwe serce łamało się z każdą sekundą
-To nie tak....- ale Xander  już uciekł z pokoju
-Brawo Liam- Spike wszedł do sypialni- Co mu powiedziałeś?
-Źle zrozumiał- westchnął starszy wampir- Ty miałeś bardziej udaną noc?
-Wiesz że tak- Spike usiadł na podłodze w nogach starszego kochanka i zaczął powoli przesuwać dłońmi po jego nogach- Xan poszedł do Lindsey'a. Wrócił ze mną. Nie kochaliśmy się od.... rana
-Nie tu- Angel już wstał i pociągnął ukochanego za sobą- A co z....- zaczął ale Spike skutecznie zamknął mu usta
-Będzie dobrze- szeptał jasnowłosy wampir całując ciemnowłosego po szyi- Teraz i tak nie jesteś w stanie nic zrobić. Ja tym bardziej- już rozpiął mu koszule i nagle Angel podniósł go po czym znaleźli się w ich wygodnej sypialni.

-Powinieneś pójść ze mną- Linz jadł czekoladę gdy wszedł Xander- wszyscy by cię polubili
-Może kiedyś- uśmiechnął się tylko młodszy chłopiec- Czy wy mnie tu chcecie? Bo Angel powiedział, że...
-Och nie słuchaj go- machnął ręką- Czasem nie wie jak się zachować. To dlatego że ma ponad 200 lat i nie często był wśród ludzi. Spike jest bardziej rozgarnięty. A czy my cię chcemy? Oczywiście że tak. Zawsze chciałem mieć młodszego brata. Mam się kim opiekować i komu imponować- usiadł obok chłopca i objął go ramieniem- Czytałeś te książki?
-Pewnie. Są ciekawe- cieszył się, że zmienili temat. Lindsey wiedział jak go zająć- I coraz więcej z tego wszystkiego rozumiem. A czy wiesz coś o Strażniku?
-Nie ale być może coś znajdę popytam. A co?
-Chyba dlatego mam te wizje i wszystko- zagryzł wargi- Chciałbym być normalny- westchnął
-Nie chciałbyś być. Ja lubię czarować i nie zamieniłbym tego na nic. Ty też się nauczysz a kto wie może i masz inne moce. Chodź zamówimy pizze i obejrzymy jakiś film.
-A jutro pójdę z tobą do twoich kolegów- zdecydował młodszy chłopiec teraz już w lepszym nastroju.

Angel opadł na posłanie obok kochanka teraz uspokojony i zaspokojony.
-Chyba tego potrzebowałeś- Spike sięgnął po papierosa i uśmiechnął się równie zadowolony- To co się stało z naszym małym skarbem?
-Chciałem mu wyjaśnić. Kim jest i czemu się nim zajmujemy- głaskał go po ramieniu, i torsie
-I oczywiście zacząłeś o przepowiedni i przeznaczeniu- westchnął młodszy wampir podając starszemu papierosa
-Inaczej....- zaczął ale Spike wdrapał się na niego i teraz leżał mu na piersi
-On jest taki jak ja w dzieciństwie chyba pamiętasz- uśmiechnął się przymilnie- Trzeba go przygotować na przyszłość i kochać
-Przecież go kochamy- Angel był znów zmartwiony
-To przestań gadać o tych bzdurach i mu to pokarz- młodszy wampir wsunął dłoń między ich ciała i złapał jego wciąż na wpół twardą erekcję- A teraz pokarz to mi- zmienił twarz na demoniczną i znów zapomnieli o całym świecie.

Jenny obserwowała swoją nową rodzinę w uśmiechem na twarzy. Nigdy by nie pomyślała, że znajdzie szczęście właśnie tu wśród tylu niebezpieczeństw, mieszkając z wampirami.
Spojrzała na chłopców. Jej własny syn był pewny siebie, radosny i rozpieszczony. Adoptowany wciąż jeszcze mały jak na swój wiek i przygaszony powoli rozkwitał. Teraz siedział między demonami bezpieczny, spokojny.
Oglądali jakiś film. Zarówno Angel jak i Spike co chwile  dotykali chłopca ale byli w tym przyzwoici aż za bardzo. Dobrze wiedziała że są ze sobą szczęśliwi i brakuje im tylko tego trzeciego który by ich balansował, dał to czego im brak chociaż żaden z nich by się do tego nie przyznał.
Sama marzyła kiedyś o takim uczuciu ale mając dziecko i żyjąc jak żyła nie miała na to większej szansy
-Linz Xan jutro idziecie do szkoły więc może już wystarczy?- Odezwała się w końcu
-Dobrze mamo- odezwał się ten młodszy wciąż był zbyt grzeczny co mogło niepokoić. Poczekał aż Angel i Spike przytulą go i pocałują na dobranoc i wyszedł.
Jutro czeka go ciężki dzień. Nie lubił szkoły bo czuł się tam głupi i nic nie warty ale przecież nie mógł tego nikomu powiedzieć. Miał tylko nadzieję że teraz będzie lepiej.

poniedziałek, 2 marca 2015

Rozdział 1

Jenny McLaud nie była pewna czy powinna przyjąć zaproszenie Angel'a.
Owszem, gdy była młodsza i nie musiała troszczyć się o nikogo innego często wybierała się w podróż nie tylko z budzącym grozę przodkiem, ale jego całą demoniczną rodziną. Teraz jednak musiała troszczyć się o syna i nie miała już takiej ochoty na przygody, jednak wiedziała też, że nie prosiłby jej o pomoc, gdyby nie było to całkowicie konieczne. Dlatego też kilka dni po niespodziewanym telefonie ona i 10 letni Lindsey stali przed wspaniałym dworem tuż przy granicy Piekielnych Ust.
- Co?! - Spike był głodny i nie wyspany, a co za tym idzie wściekły. Nawet Angel chował się przed nim w takich chwilach. - A to wy - Westchnął i wpuścił ich do środka. Musiał wyjść zjeść i to szybko zanim zrobi coś czego będzie żałował.
- Wujek Will. - Linz nie bał się wampira nawet, gdy ten był w takim stanie i podał mu rękę jak przystało na mężczyznę jakim się czuł.
- Cześć mały. - Uśmiechnął się do niego demon i w tym momencie do wygodnego dużego salonu z wciąż palącym się kominkiem wszedł Xander. Gdy zobaczył nowych ludzi umknął przestraszony.
Mimo, że mieszkał z nimi od kilku dni i przekonał się, że nic mu nie grozi to wciąż starał się nie przeszkadzać i być bardzo niewidzialny, żeby tylko go nie wyrzucili. Dlatego, gdy zobaczył nowych ludzi po prostu pobiegł znowu do siebie. Był głodny, ale to mogło poczekać. Nie chciał przeszkadzać.
- To on? - Zapytała kobieta.
- Tak. - Spike usiadł na kanapie. - Jest z nami od trzech dni i...
- Nie jest dobrze. - Dokończył Angel wchodząc do środka z chłopcem na rękach - Xan to jest Jenny i Lindsey. Będą z nami mieszkać i nie musisz się ich bać. Co czujesz? - I on usiadł na wygodnej kanapie.
- Są dobrzy, ale nie... - zagryzł wargi i schował buzię w miękkim swetrze starszego wampira.
- I jestem czarownikiem. - Linz znudził się nic nie robieniem i podszedł do strasznego przodka, po czym wdrapał się mu na kolana siadając obok nowo poznanego chłopca. - Chcesz zobaczyć? - Zapytał nie zwracając już uwagi na dorosłych.
- A mogę? - Xander tym razem zwrócił się się do Will'a. Ten z uśmiechem pokiwał głową i po chwili dzieci zniknęły.
- Więc, który powie mi, co się dzieje? - Kobieta również usiadła i w końcu odłożyła torby, z którymi przyjechali.
- Znaleźliśmy go na ulicy trzy dni temu. Moc nas do niego zaprowadziła. - Angel westchnął - Był posiniaczony, miał złamane żebra, kulał. - Wampir nie mógł dłużej mówić. On który wybił całą wioskę dla zabawy. Ten, który niszczył wszystko na swojej drodze nie mógł znieść cierpienia dziecka, które poznał kilka dni temu. Spike wyglądał podobnie, ale on tylko zaciskał pięści. Wiedział, że gdyby zaczął kląć Xan mógłby się przestraszyć, uciec. A na to nie mogli pozwolić.
- Więc dobrze, że tu jestem. - Jenny uśmiechnęła się do nich. - Pomogę wam. To wspaniały młody człowiek, dobrze pokierowany może być jeszcze lepszy. Skąd u niego taka Moc? - Zadała pytanie, na które nikt nie znał odpowiedzi.
- Myślę, że tego dowiemy się z czasem. - Spike odwrócił się w stronę drzwi. Chłopcy wbiegli do salonu. Xander teraz jakby ośmielony, trochę żywszy. Więc towarzystwo było mu potrzebne. Lgnął do nowego przyjaciela, co wampiry przyjęły z ulgą, ale i z nutką zazdrości.
- Mamo możemy coś słodkiego? Wiem, że wujek Will ma schowaną czekoladę, zawsze miał. - Lindsey popatrzył na kobietę tymi swoimi błękitnymi oczami. Zawsze potrafił oczarować otoczenie, a teraz chciał zaimponować młodszemu koledze.
- Xan musi najpierw coś zjeść. - Angel wziął chłopca na kolana. Mimo, że bał się dotyku, widać było, że bardzo go potrzebuje dlatego obaj starali się zapewnić mu wszystko czego pragnął nawet podświadomie. - Może grzanki z serem?
- Ja to bym jednak wolał coś słodkiego. - Uśmiechnął się nieśmiało, ale szybko się zarumienił i spuścił wzrok.
- Oj Xan nie musisz się bać. - Spike był przy nich i głaskał chłopca po głowie. -Angel zrobi ci coś do jedzenia, a ja zrobię wam gorącą czekoladę z bitą śmietaną. - Nie mógł znieść tej miny. Tego, że ich mały książę był smutny.
- A później obaj do łóżek. - Dodała Jenny i wszyscy poszli do jasnej przestronnej kuchni. Mieli tu okna, które nie przepuszczały zabójczych dla demonów nocy, a jednocześnie dawał światło konieczne dla śmiertelników.

Chłopcy spali i dorośli mogli w spokoju zastanowić się, co dalej.
- Ma jakąś rodzinę? - Zapytała kobieta pijąc drinka.
- Już nie. -Spike popatrzył na nią wymownie - To i tak nie był nikt warty wspomnienia, ale śni o mamie, która chyba umarła.
- Może to aktywowało Moc? - Zastanawiał się głośno starszy wampir - ale miał to od urodzenia to pewne. - I on nie odmówił alkoholu, co było trochę dziwne, ale pozostali przyjęli to bez słowa. Może było mu to potrzebne?
- Obaj będziecie musieli go chronić, być dla niego wsparciem... - Zaczęła Jenny.
- Myślisz, że tego nie wiemy? - Zapytał młodszy wampir. - Najgorsze jest to, że....
- Kochamy go. Jest nasz, ale to jeszcze dziecko i nie wiem jak to rozegrać. - Dokończył Angel ukrywając twarz w dłoniach.
- Niczego nie zrobicie. - Teraz to kobieta była zła. - Gdy dorośnie wciąż będzie was potrzebował i to jest najważniejsze. - Stała teraz przed nimi. - A wasza miłość jeśli to odwzajemni dobrze. Jeśli nie...
- Wiemy. - Powiedzieli równocześnie z takimi samymi smutnymi minami.
- A teraz marsz na miasto i coś zjeść, bo zachowujecie się jak nie wy. Ja przypilnuję ich obu. - Powiedziała głosem nieznoszącym sprzeciwu. Spojrzeli na siebie i wyszli.

Jenny czytała książkę, gdy usłyszała krzyk dobiegający z pokoju małego Xander'a. Pobiegła w tamtą stronę i złapała chłopca zanim ten spadł z łóżka.
- Wszystko dobrze. - Szepnęła do niego i objęła głaszcząc go po mokrych od potu włosach. - Tu jesteś bezpieczny, już cicho. - Kołysała go lekko.
- Mama? - Zapytał nie otwierając oczu.
- Nie kochanie. - Uśmiechnęła się smutno. - Jenny, ale tu nic ci nie grozi.Chcesz mi powiedzieć, co ci się śniło?
- N..nie. - Wyjąkał - Mam koszmary od bardzo dawna, to nic. - Ale płakał i było mu źle mimo, że starał się być dzielny.
- Skarbie, nam możesz powiedzieć o wszystkim. - Wciąż głaskała go po włosach i starała się go uspokoić. - Angel i Spike zrobią dla ciebie wszystko, a ja cię adoptuję, bo wiesz....
- Oni nie mogą. To wampiry, ale się ich nie boję. - Patrzył na nią ślicznymi brązowymi oczami pełnymi zdziwienia i niepokoju.
- Skąd wiesz o wampirach i innych? - To nie było normalne dla dziecka w jego wieku.
- Zawsze potrafiłem to odgadnąć. Tak jak i wiem, że ty i Linz jesteście czarodziejami. - Już się nie trząsł. Rozmowa o czymś innym pomagała.- Wiem zawsze jak jestem w niebezpieczeństwie, albo jak ktoś ma zły humor i te koszmary, czasem one są prawdziwe. - Znów zaczął płakać.
- Spokojnie malutki. - Przytuliła go do do siebie i pocałowała w czoło. - Mogę zostać jeśli chcesz.
- Poproszę. - Powiedział cichutko i jeszcze bardziej przytulił się do kobiety. I przy niej czuł się bezpiecznie jak z rodziną. - A Linz? - Przypomniał sobie nagle o przyjacielu. -Nie będzie zły?
- Nie. - Zapewniła go i okryła kocem, znów zaczął marznąć.
- Będziesz moją mamą? - Zapytał jeszcze już zasypiając.
- I to z największą przyjemnością. - Jeszcze jedne szybki całus i za chwilę oboje już spali.

Spike i Angel wrócili do domu w dużo lepszych nastrojach. Zjedli kilku pijaczków, co sprawiło, że byli jak pijani i w końcu udało im się zaspokoić. Angel pociągnął młodszego kochanka w stronę ciemnej alejki i kochał go namiętnie i zwierzęco przez ponad dwie godziny, aż w końcu Spike stracił przytomność i musiał go nakarmić własną krwią.
Teraz byli jednak w domu i nastrój szybko uleciał. Coś było nie tak.
Pobiegli do sypialni chłopca
- Już wszystko dobrze. - Zapewniła ich kobieta szeptem. - Musicie kogoś sprowadzić, on jest silniejszy niż myślimy. - Nie wstała jednak z łóżka, bo wciąż tuliła do siebie śpiącego chłopca.
- Wszystko z nim dobrze? - Zapytał Spike siadając na podłodze obok łóżka, Angel stał obok i położył rękę na ramieniu młodszego wampira.
- Tak. Miał koszmar... wizję. - Powiedziała patrząc im w oczy. - Zaadoptuję go nawet. Tu ktoś może zacząć coś podejrzewać.
- To dobry pomysł. - Zgodził się Angel. - Dajmy im spać Will.
- Tak. - Zgodził się i obaj wyszli. Każdy zatopiony w swoich własnych myślach, które łączył chłopiec i jego..ich niepewna przyszłość.


Beta Damiann